Pamiętam wszystko z tamtego dnia.
Tydzień wcześniej wylądowaliśmy w szpitalu.
Zaczęły się skurcze. Pomyślałam to na pewno już! 6 dni przed terminem.
Byłam gotowa i spakowana już dawno.
Strasznie się bałam. Wszystko było w porządku.
Nie licząc tego,że pod koniec ciąży przyplątała się jakaś bakteria.
Moja pani ginekolog stwierdziła,że 2 tygodnie przed porodem nie opłaca się jej leczyć bo terapia trwa 3 tygodnie.
Minus był taki,że jeśli nie wezmę antybiotyku 4 h przed urodzeniem Małego to on będzie musiał go przyjąć...
Pierwsze dziecko,w głowie tysiąc myśli, jeśli sobie nie poradzę? A jeśli nie zdążę i Antek będzie musiał wziąć antybiotyk?
Wyobrażałam sobie go leżącego z wenflonem i na samą myśl robiło mi się niedobrze...
Stwierdziłam,że nie mogę go tym obciążyć.
Tak więc gdy tylko zaczęłam czuć skurcze pojechaliśmy do szpitala,nie mogłam czekać! Wolałam sama wziąć ten lek, nawet jeśli miałabym tam leżeć 3 dni.
Na miejscu,dostałam kroplówkę z antybiotykiem i w końcu odetchnęłam. Teraz niech się dzieje co chce. Po 3 godzinach ból był coraz bardziej nieznośny, w końcu położna zaproponowała mi kąpiel w wannie z hydromasażem ( czytałam,że to pomaga więc się zgodziłam).
I tu niespodzianka...przestałam czuć skurcze, w pierwszym momencie pomyślałam- super,rzeczywiście dało efekt,ale gdy wyszłam nic się nie zmieniło. Przestraszyłam się strasznie! Znowu coś nie tak... zrobili mi badania i okazało się,że Antek się jednak rozmyślił. I co teraz? Myślałam,że po prostu wywołają poród. Pomyliłam się. Położna stwierdziła,że sama nie może podjąć decyzji o wywołaniu,a akurat nie ma lekarza, więc nie ma innego wyboru i musi mnie położyć na patologi ciąży. Jedyne co mam robić to dalej czekać
Rozpłakałam się. Chyba bardziej niż porodem byłam przerażona tym że zostanę sama.
Mąż mnie pocieszał,że to jedna noc i pewnie jutro wypiszą mnie,żebym czekała na poród w domu.
Całą noc nie spałam,a rano ordynator uznał,że nie może mnie wypisać i oświadczył,że będę miała cesarskie cięcie.Co? Jak to? Przecież ja chcę rodzić naturalnie!
Powiedział,że Antek jest za duży i mam się zastanowić. Uznaliśmy z mężem, że poczekamy do 17 listopada jeśli nic się nie zmieni to zrobimy cc.
I tak leżałam w szpitalu. A Antek ani myślał 'wyjść', tak dobrze mu było w brzuszku;)
W końcu w sobotę doszliśmy do wniosku,że już nie ma na co czekać. Zgłosiliśmy,że jednak będzie cesarka.
Lekarz kazał mi być gotową na drugi dzień. O 6 rano,przenieśli mnie na inną salę,a o 13 zaczęli przygotowywać się do porodu,dostałam znieczulenie i o 13.20 urodził się Antek.
Zdrowy,silny i płaczący;)
Położyli mi go na piersi i płacz umilkł.
Emocje,łzy szczęścia,coś co nie da się opisać słowami. Bo jakie słowa mogą opisać ogrom miłości, zachwytu, niedowierzania jaki się rozlewa na jedną malutką istotkę?
Najpiękniejsza chwila w życiu.
Ważył ponad 4.5 kg i 59 cm długości.
Tydzień wcześniej wylądowaliśmy w szpitalu.
Zaczęły się skurcze. Pomyślałam to na pewno już! 6 dni przed terminem.
Byłam gotowa i spakowana już dawno.
Strasznie się bałam. Wszystko było w porządku.
Nie licząc tego,że pod koniec ciąży przyplątała się jakaś bakteria.
Moja pani ginekolog stwierdziła,że 2 tygodnie przed porodem nie opłaca się jej leczyć bo terapia trwa 3 tygodnie.
Minus był taki,że jeśli nie wezmę antybiotyku 4 h przed urodzeniem Małego to on będzie musiał go przyjąć...
Pierwsze dziecko,w głowie tysiąc myśli, jeśli sobie nie poradzę? A jeśli nie zdążę i Antek będzie musiał wziąć antybiotyk?
Wyobrażałam sobie go leżącego z wenflonem i na samą myśl robiło mi się niedobrze...
Stwierdziłam,że nie mogę go tym obciążyć.
Tak więc gdy tylko zaczęłam czuć skurcze pojechaliśmy do szpitala,nie mogłam czekać! Wolałam sama wziąć ten lek, nawet jeśli miałabym tam leżeć 3 dni.
Na miejscu,dostałam kroplówkę z antybiotykiem i w końcu odetchnęłam. Teraz niech się dzieje co chce. Po 3 godzinach ból był coraz bardziej nieznośny, w końcu położna zaproponowała mi kąpiel w wannie z hydromasażem ( czytałam,że to pomaga więc się zgodziłam).
I tu niespodzianka...przestałam czuć skurcze, w pierwszym momencie pomyślałam- super,rzeczywiście dało efekt,ale gdy wyszłam nic się nie zmieniło. Przestraszyłam się strasznie! Znowu coś nie tak... zrobili mi badania i okazało się,że Antek się jednak rozmyślił. I co teraz? Myślałam,że po prostu wywołają poród. Pomyliłam się. Położna stwierdziła,że sama nie może podjąć decyzji o wywołaniu,a akurat nie ma lekarza, więc nie ma innego wyboru i musi mnie położyć na patologi ciąży. Jedyne co mam robić to dalej czekać
Rozpłakałam się. Chyba bardziej niż porodem byłam przerażona tym że zostanę sama.
Mąż mnie pocieszał,że to jedna noc i pewnie jutro wypiszą mnie,żebym czekała na poród w domu.
Całą noc nie spałam,a rano ordynator uznał,że nie może mnie wypisać i oświadczył,że będę miała cesarskie cięcie.Co? Jak to? Przecież ja chcę rodzić naturalnie!
Powiedział,że Antek jest za duży i mam się zastanowić. Uznaliśmy z mężem, że poczekamy do 17 listopada jeśli nic się nie zmieni to zrobimy cc.
I tak leżałam w szpitalu. A Antek ani myślał 'wyjść', tak dobrze mu było w brzuszku;)
W końcu w sobotę doszliśmy do wniosku,że już nie ma na co czekać. Zgłosiliśmy,że jednak będzie cesarka.
Lekarz kazał mi być gotową na drugi dzień. O 6 rano,przenieśli mnie na inną salę,a o 13 zaczęli przygotowywać się do porodu,dostałam znieczulenie i o 13.20 urodził się Antek.
Zdrowy,silny i płaczący;)
Położyli mi go na piersi i płacz umilkł.
Emocje,łzy szczęścia,coś co nie da się opisać słowami. Bo jakie słowa mogą opisać ogrom miłości, zachwytu, niedowierzania jaki się rozlewa na jedną malutką istotkę?
Najpiękniejsza chwila w życiu.
Ważył ponad 4.5 kg i 59 cm długości.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz