Wieczorem dostał gorączki i kaszlał. Chyba przeziębienie albo jakiś wirus go dorwał...;/
Dostał lekarstwa,ale koło 24 obudził się i strasznie płakał. Był cały rozpalony. Uspokoił się dopiero gdy wzięłam go do naszego łóżka. Przytulił się do taty i jakoś usnął.
Biedactwo moje.
Obudził się o 6.30 gdy zadzwonił budzik męża i było koniec spania.
Całe przedpołudnie chodził i marudził,od czasu do czasu kładł się żeby odpocząć.
Tak mi go żal. Bawi się,a nagle zaczyna płakać.
Jest rozdrażniony jak to przy chorobie... staram się wymyślać mu jakieś zabawy,nie zbyt męczące żeby choć na chwilę zapomniał o złym samopoczuciu:) i o tym,że dziś na pewno nie pójdzie na podwórko.
Od rana siedziałam w kuchni, robiłam rosołek. Wiem,że lubi:-)
W końcu usnął.
Sen najlepszym lekarstwem:))
Jeśli nic się do jutra nie zmieni- idziemy do lekarza.
A Wy macie pomysły na chorobową nudę w domu?
Napiszcie,może się przydadzą :)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz