Szczególnie dla Antka.
Dlatego uznaliśmy,że skoro na targach nie udało nam się kupić praktycznie nic, trzeba pojechać gdzieś indziej.
Po targach zgłodnieliśmy, mały też zaczął marudzić,więc korzystając z okazji,że jesteśmy w Krakowie pojechaliśmy do naszej ulubionej orientalnej restauracji.
Zamówiliśmy jedzenie i Antek jakby oprzytomniał,chyba poczuł zapach dobrego jedzenia i sam wpadł w świetny nastrój. Pomiędzy jednym kęsem a drugim skakał, tańczył,rysował i chichotał się.
Totalna głupawka.
Zarażał wszystkich dobrym humorem.
Nawet kelnerki,które na początku miały minę osoby zmęczonej i marzącej o powrocie do domu, zaczęły się śmiać.
Antek mały podrywacz od razu to zauważył i zaczął wysyłać im buziaki ;P
(Nie wiem co z tego dziecka wyrośnie;p )
Uwielbiam gdy mały ma taki nastrój. Jest wtedy taki kochany i uroczy.
Miła odmiana dla mamy wielkiego rozrabiaka ;-)
W każdym razie po obiedzie, zadowoleni i z pełnymi brzuchami, ruszyliśmy na podbój galerii handlowej w nadziei, że coś znajdziemy.
Wcześniej upatrzyłam w H&M kurteczkę z uszkami pandy.
Niestety nigdzie nie umiałam jej znaleźć.
Przez godzinę krążyliśmy od sklepu do sklepu. Jak już coś nam się podobało to w tak horrendalnej cenie,że łapałam się za głowę i wychodziłam.
Zrezygnowani postanowiliśmy wrócić do domu.
Weszliśmy do ostatniego sklepu.
"Smyk" okazał się strzałem w dziesiątkę.
Znaleźliśmy kurtkę za 60 zł!
Naprawdę porządnie wykonaną. Dokupiliśmy rękawiczki i dwa auta;)
Ta sobota to był nasz dzień dla Antosia.
Kurtkę już przetestowaliśmy i jest super. Cieplutka, ze ściągaczami żeby nigdzie nie podwiewało i odpinanym futerkiem na kapturze.
Antek wygląda w niej jak mały eskimos ,ale ważne że będzie mu ciepło.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz