W życiu każdego dziecka przychodzi taki moment,w którym trzeba się pożegnać z pewnymi nawykami i tak było i u nas.
Antek skończył 2 lata i najwyższy czas,żeby powiedzieć bye bye "Amam'owi " czyli smoczkowi.
Już dawno powinniśmy się go pozbyć,ale jakoś nie miałam serca nie dać mu smoczka na noc gdy płakał, szukał go po całym mieszkaniu pokazując na buźkę i krzycząc "amam".
Na początku stwierdziliśmy,że ograniczymy dostęp do smoka,dając go tylko na noc i w nagłych sytuacjach.
Liczyliśmy,że z czasem będzie coraz mniej go używał i zrezygnuje całkowicie.
Niestety nasze myślenie było błędne,im bardziej chowaliśmy smoczek tym częściej Antek go szukał i prosił o niego. W końcu powiedziałam "dość".
Największy wpływ miała na to mowa Antka,zaczęłam się trochę niepokoić. Bo Mały skończył 2 lata a prawie nic nie mówił,wiadomo po swojemu coś tam gadał,ale jego słownictwo było bardzo ubogie,pomimo moich starań,zabaw w mówienia itp. Jedyne co wychodziło mu to "tata", "auto" i oczywiście jakieś słówka typu "mniam,mniam".
W poniedziałek podjęłam decyzje,koniec ze smoczkiem.
Tylko jak to zrobić?
W końcu uznałam,że skoro czasowe wycofywanie smoka nie przyniosło oczekiwanych efektów trzeba zadziałać szybko i być stanowczym.
Zawołałam Antka do kuchni,wzięłam nożyczki i przecięłam smoczek na pół.
Wiem,że to trochę straszne. I pewnie dużo osób nie popiera tej metody,ja sama gdy słyszałam takie historie myślałam,że to przesada.
Bałam się jak Antek zareaguje,że płacz będzie niesamowity.
Jednak mój dwulatek przyjął to całkiem nieźle.
Oczywiście przez pierwsze 30 minut był płacz, foch na mamę i próby trzymania resztki smoczka zębami.
Pomyślałam sobie wtedy "ale jestem okrutna,teraz będzie kojarzył mnie z czymś złym,jestem straszną matką,chyba powinnam mu dać zapasowy smoczek..."
Postanowiłam jednak zaczekać,na każde pokazywanie połowy smoczka,odpowiadałam że jest zepsuty.
Po pół godziny,Antek uspokoił się,pooglądał smoczek uważnie,wstał z kanapy i poszedł do kuchni.
Po cichu poszłam za nim,żeby zobaczyć co wymyślił i tu moje dziecko mnie zaskoczyło.
Wyciągnął smoczek z buzi i tak od niechcenia wyrzucił go do kosza.
Po czym wrócił do salonu gdyby nigdy nic i zaczął się bawić:)
Pomyślałam,że za łatwo poszło,mąż też studził mój entuzjazm,mówiąc żebym z radością poczekała do wieczora gdy będzie szedł spać.
Na szczęście wieczorem Antek wspomniał o smoczku tylko raz,wytłumaczyliśmy mu że jest zepsuty,że sam wyrzucił go do kosza i że jest dużym chłopcem i nie potrzebuje go już.
Noc przespał dobrze i tak od poniedziałku Antek stał się "dużym" chłopcem.
Wiem,że to głupie ale dopiero we wtorek uświadomiłam sobie jak czas szybko zleciał i że nie jest już moim malutkim synkiem,że zaczyna się zmieniać,usamodzielniać.
Łezka z oka poszła,ale raczej z dumy,że jednak daliśmy radę.
A co do mowy to powiem szczerze,że nie oczekiwałam od razu poprawy.
I jestem mile zaskoczona,bo coś się ruszyło,nie wiem czy przez brak smoczka czy po prostu przyszedł na niego czas:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz